Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pitupitu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pitupitu. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Ogłoszenia parafialne

Ciężko się wraca po tak długiej przerwie do pracy i do codzienności poświątecznej. Niby już 3 tygodnie minęły od świąt, a ja w zasadzie dopiero wczoraj zakończyłam czas względnej laby, wizyt, przyjmowania gości i ogólnego tumiwisizmu.
Niby natrzaskałam już porcję bluz chłopięcych, która wylądowała na etsy, niby uszyłam mały zestaw ubranek na Disney Animators dla bratanicy, którego nie zdążyłam obfocić na moich modelkach, niby cały czas coś staram się robić, ale to jest takie hmmm.... trochę oszukane to robienie ;)  Ale czuję się usprawiedliwiona, każdemu należy się coś jeszcze od życia niż tylko praca praca i codzienność, a już zwłaszcza w święta.
Pykam sobie też od jakiegoś czasu w zameczki on line, czyli Zamki Burgundii w wersji komputerowej i internetowej, wersję live poznałam dzięki siostruni podczas ostatniej jej wizyty u mnie i żałuję, że za moich młodych czasów planszówka to był tylko "Chińczyk" i "Eurobiznes", że nie takie super gry były :/   w zasadzie jestem już uzależniona od tego i najchętniej grałabym całymi dniami, ale nic się samo nie zrobi, a poza tym potrzeba do tego partnerów realnych ;)  więc w tak zwanym międzyczasie, czekając na ich ruchy, robię sobie to co zwykle. Oraz w ten weekend zagrałam w dwie inne planszówki, "Zamki Szalonego Ludwika" oraz "Ghost Stories" i żeby nie to, że nie ma ich na sieciuni, to wpadłabym po czubek głowy w granie ;)  i chcę jeszcze i więcej :D
Zaczęłam szycie nowej kolekcji sukienek - setów, jeszcze w zimowym klimacie, chociaż wiosenne materiały czekają już grzecznie ułożone w pudle na marzec ;), ale jakoś nie mam na nie jeszcze weny. Zdjęcia WIPowskie na insta i fb.
Czekam na nowe lalki, tak , tabunami do mnie ostatnio idą, nie wiem jak to się stało ale się stało :) i chyba zaliczą grupową prezentację, bo na arrival każdej nie mam sił. Ostatni nabytek to całkowity spontan i dosłownie minutowa decyzja. I jak to z takimi bywa, wyprała mi konto z dolarów i teraz muszę mocno zadek przysiąść, żeby ją odrobić, bo potrzebuję jednak tej nowej kanapy, też ;) Jedna zaginiona wróciła z wczasów w Turcji, obecnie odpoczywa po wczasach na kanapie i ani myśli palcem ruszyć, sfochana jakaś taka... ;)
Myślę, co dalej. Tak ogólnie. Na rozkminy mi się zebrało przez ten nowy rok, ale jeszcze trochę, wepnę się znów w kierat i nie będzie czasu na takie głupie myślenie, cokolwiek nie wymyślę teraz, to i tak życie po swojemu zmodyfikuje i na nic teraz moje planowanie ani chcenie ani obawianie się.
Lista rzeczy "do zrobienia na teraz i zaraz" się wydłuża, lista rzeczy do zrobienia z zeszłego roku nadal jeszcze jest długa...
Na zakończenie ogłoszeń parafialnych pragnę przypomnieć, że mam fejsa (Belle Magni), że tam też siedzę i czasem nawet wrzucę jakąś focię, nie trzeba mnie lubić ani dodawać do znajomych, można też zaobserwować, co jak widzę jest dość popularne :), że mam też instagrama (bellemagnidolls) i tam też czasem wrzucę jakąś focię na bieżąco z szycia i życia.
W najbliższym poście bardzo się postaram pokazać przecudne prezenty, jakie dostałam od Wielkiej Mamy oraz wymiankę z Ayą Aidą ;)  bo baty na gołą szanowną powinnam dostać za obsuwę. Ale też trochę czekałam, aż Chloe ciagle bezimienna wróci z mejkapu nowego, booo część prezentów jest dla niej :) i tu napisałam najpierw, że musi się dorobić nowego ałfitu, ale tak pomyślałam, że to bessęsu ;)  bo musiałabym czekać z postem prezentowym kolejny rok :D  więc będzie w starej i jedynej kiecce, za to z nowym mejkapem, który przyćmi stare ciuchy na tyle, że nikt ich nie zauważy :P  Prezenty więc mają szansę niedługo się pokazać :)

Trzymajcie kciuki za szczęśliwe przybycie nowych lalek i tymczasem i do później :)

poniedziałek, 9 listopada 2015

WIPy :)

*** WIP ***

Stare i nowe ale jak nie teraz to już nigdy nie pokażę ;) 







Druga część zakupów, zbierałam się do nich no naprawdę dobre pół roku, ale w końcu są, znalazłam też czas i na to. W pasmanterii metr wstążki 0,30 - 0,50 gr. Ja za krążek 20 metrów zapłaciłam złotówkę. Paczki są po 10 i 20 metrów, zależy od szerokości. Łatwo sobie policzyć ile wydałabym kupując w pasmanterii, pomijając już prawie zerowy wybór tu u mnie. Nie wspominając o zawieszkach...
A i tak usunęłam połowę rzeczy z chciejlisty. Sroka jestem ;)




Od dziś będę męczyć aparat, szykuję duży update w sklepiku i czeka mnie masa focenia, pisania i ogólnie mało  kreatywnej pracy :/  ale to rzecz, którą też trzeba zrobić.
Pozatymco. Poza tym nowe plany, nowe projekty nieszyciowe (już zaczęte ;) ), nowe zlecenia oraz cudowny prezent do pochwalenia się :D, który to zasługuje absolutnie bezdyskusyjnie na osobny post  *.*

Nadal jestem chora a co najgorsze coraz gorzej jest z moim dzieckiem :(  w związku też z tym nie mam pojęcia co i kiedy z moich planów i zamówień uda mi się zrobić :( co za cholerstwo się przyplątało... 


niedziela, 11 października 2015

Stało się. Zakochałam się.

W blajtkach.
Zarzekałam się, że fżyciu żadnej nie kupię (Par świadkiem, trułam Ci o tym :D oraz M moja kochana), że brzydaśne, że wszystkie jednakowe, no paskudy nad paskudami i tylko spaskudzić bardziej je można. I inne takie.

I ło. Odszczekuję.

Teraz mam dylemat. MSD czy blajtka... Moje typy - oba - w podobnej cenie...

Tak. Problemy trzeciego świata ;)

Apozatymco.
Poza tym dzieje się, szyję, relacje wkrótce :)


czwartek, 8 stycznia 2015

Zimno...

mi. Ubrałam co tylko w chaupie było, co się nadawało, na cebulkę, dorabiam ciągle gorącą herbatę, grzeję ręce o kubek. Nic nie pomaga. 
Chyba taki dzień zmarzlucha. 
A tu robo popołudniowe za godzinę i mus to zrobić żeby niążki były. I szycia chciałabym ruszyć trochę. I spacer (pfff! i co jeszcze...) zaliczyć, z sesją foto dopóki śnieg leży jakiś.

Wrażenie dziwne mam, że im więcej poprawiam wykrojkę, tym więcej jest do poprawy w niej :)  Chyba pierwsza wersja była najlepsza... Daję sobie jeszcze czas do poniedziałku, jeśli nadal będę niezadowolona - wrócę do pierwszego wykroju. Praktycznie cały czas wolny poświęcam na wciąż nowe rysowanie, szycie aby sprawdzić jak to wygląda gotowe, poprawianie, znów szycie i znów poprawianie itp. A mogłabym już tyle rzeczy uszyć, tyle mi się plącze po głowie pomysłów i ta jedna mała zgaga mnie blokuje.
Ech...

środa, 31 grudnia 2014

mała czarna z fochem

a no tak. Barbara strzeliła focha o zaginioną kieckę, albowiem była przyszła kartka od Mikołaja, że ona kiecka ładna tylko trochi ciasna w pasie ale jak on M. schudnie po świętach to się zmieści. Może odda może nie. No i się narobiło. Smarkała się po kątach Baśka, teraz oficjalnie i niemal po królewsku zakręciła nosem, bo i owszem za okno poszła, tyłek odmroziła (stąd smarkanie) i w imię czego. I jeszcze jej przygadałam o wiejskodyskotekowych zamiłowaniach i makijażu a ona nie taka, ona ąęparyżę. Na sylwestra i przebłaganie nasze chce sukienkę właśnie paryżę kutiur, Małą Czarną.
Rzeźbiłam wczoraj tą małą czarną przez pół dnia (część to mordowanie maszyny wciągającej materiał), ofc wykrojka, potem druga (nom, lubię tak marnować czas na szycie, a potem darcie ryja bo 2 godziny rysuję krzywe a na szycie stricte mam 15 minut... ech), potem poprawka kutiuru... Wreszcie jest. Mała Czarna. Noszona klasycznie albo uwodzicielsko.




iiiiiiiiiiiii no jak zwykle. miały być foty. z okazji sylwestra M wrócił z pracy wcześniej i zobaczył. foty. zrobił mi pfffffffffffff wielkie, że takie foty takiej kiecki chcesz wstawić?  tu sie pruje tu wylazła nitka tu nieobrobione weź to zrób porządnie.
:(
no i idę zrobić porządnie drugą kieckę, bo przez to ubieranie, rozbieranie, ubieranie fafnaście razy od wczoraj, faktycznie zaczęła się pruć i snuć. nie zabezpieczyłam brzegów. moja kulpa.
perfekcjonista... ale ma rację, jak by to wyglądało, strzępiąca się kutiur z Paryża? fżyciu. choooooociaż....

wtorek, 23 grudnia 2014

Pitu pitu przedświąteczne

Jak to zawsze bywa, wtedy kiedy nie ma czasu na nic , jest czas na to, co się lubi. Najwięcej czasu jest na to. Czyli aktualnie mam masę czasu na necik i szycie. Dziś już polatałam po stronach, zostało szycie czyli wykończenie płaszcza, który udało mi się własnoręcznie wymodelować (jeeeeeej, mój własny wykrój!!!!)  i uszyć dla Fairy. Projekt specjalny zimowy prawie zaliczony. Zostały mi haftki do przyszycia i obcykanie ku pamięci :) gdzieś między rybą w gararecie a 3-bitem i ubieraniem choinki.
Oraz ofc zrobienie takichże dla Jaśniepani i Baśki. Bo Baśka zostaje Baśką. Chwilowy szał mi przeszedł ;) swojska dziewczyna jest, ale jednak bardziej w moim typie są simby. Słowo się jednak rzekło, przygarnęłam sirotę to jej nie wyrzucę z chałupy tylko dlatego, że... no... bo tak.
Wracam do szycia i garów. Może coś, cokolwiek, zrobię dziś do końca...

czwartek, 18 grudnia 2014

pitupitu przy kawie

Dwa moje odkrycia roku - mikrofalówka i kawa.
Nie dość, że popcorn mam kiedy chcę, to jeszcze w sytuacjach obiadowych mnie ratuje w 5 minut.
Kawa zaczyna mój dzień, mocna, słodzista, starcza (często) za oba śniadania. Nocki takie jak dziś wymagają niestety tego konkretnego dopalacza.

Wiszę między garami, ale coś tam w przerwach dziubię, powoli ale do przodu. Może nawet uda mi się dziś zrobić zdjęcia kończonego ciucha?

środa, 17 grudnia 2014

Marudzenie z rana

Mhmmmm, już sobie poszyłam w nadchodzący weekend. Od piątku niby jeszcze niezapowiedziani ale jednak będący goście. W sobotę również. Co w niedzielę? W niedzielę pewnie będę dogorywać, szykując się na kolejny maraton, wigilijny. Ech.
A skoro goście to M zażyczył sobie party time, więc dziś ostatni dzień wolnego. Mahhrrrne sząse, że uda mi się cokolwiek dokończyć :(
Może chociaż jakaś bluzeczka na szybko wyjdzie, pod tą folkową sukienkę?
Nie tracę czasu na marudzenie, i tak już dość go dziś zmarnowałam, uciekam do szycia ;)