niedziela, 9 grudnia 2018

Dawno temu w trawie...


W parkach przy zamkach mieszkają elfy.
Skrzaty.
Nawykłe do oglądania ludzi, mniej płochliwe niż te łąkowe czy leśne, bardziej ufne i skore do nawiązania kontaktu. Powiedziałabym, że troszkę, troszkę! oswojone. Ciężko przecież ciągle uciekać od kogoś, kogo widzą codziennie, kto dba o to samo co one, z kim mijają się na ścieżkach, pod drzewami czy przy fontannie. Były więc zadbane parki, ogrody i.... zadbane elfy.
Tak było kiedyś...
Dziś zamki, jeśli jeszcze są, nie mają pana ani pani. Nie ma ogrodników, co całe życie spędzili na tych ścieżkach, przy tych krzaczkach, dla których to był cały, najważniejszy świat. Nikt już nie dba, tak jak kiedyś, ba, nawet w 10 procentach tak, o to co zostało z zamkowych parków i ogrodów.

Co się stało z elfami?

Mogę przypuszczać, że mają się nie lepiej niż mój, mam nadzieję, że nie gorzej.
Bida z nędzą to była, chudy, brudny, w skołtunionych szarych włoskach pełno śmieci, liści, ziemi, jakieś zdechłe muszki, ubrany w niemożliwie umorusane COŚ, zdarte do sita tak, że elfik świecił... kolanami ;)  Znalazłam tę bidę w przyzamkowym ogrodzie, z dala od ścieżki (ale ja się lubię szwendać), przy naturalnym maleńkim źródełku (które jest notabene na wysokim STOKU, jest naturalne, obmurowane jeszcze za pańskich czasów i jest cudne :))  Long story short - zabrałam toto do domu, wykąpałam, ubrałam w jedyną pasującą sukienusię, trochę odkarmiłam i co się okazało?  Że to śliczny, rozkoszny, uroczy i urokliwy maluch o różowych włoskach. No cudo! I te elfie uszka! I ta mordeczka!
Odniosłam do zamku, cyknęłam parę fotek na pamiątkę, ale małej się chyba spodobało u mnie, na tyle, że znalazłam ją w plecaku po powrocie do domu ;) Może w pałacu nie mieszkam i mam tylko balkon nie ogrody saskie, ale o swoje domowe elfy umiem zadbać, mam więc kolejnego ;)








Plener. Słowo, które przyprawia mnie o dreszcze, przede wszystkim z powodu braku umiejętności do robienia właściwych ujęć we właściwych miejscach. Może nie pierwszy w życiu, jaki zaliczyłam, ale na pewno też nie "kolejny, jeden z wielu", bo na te lata lalkowania byłam z moimi dziewczynkami może kilka razy na dworze, i to z miernym efektem. I chyba nawet część tych plenerowych fotek wyrzuciłam... Powiedzmy, że lepiej szyję niż robię zdjęcia ;)  Jest to jednak pamiętny plener, bo po pierwsze mimo podobnych ujęć bardzo mi się te fotki podobają, a po drugie jeszcze żadna lalka nie dorobiła się u mnie tak szybko zdjęć po przybyciu :) Prawie świeżutki, data na zdjęciach mówi, że był miesiąc temu. Ofc mam ich więcej, ale są tak podobne, że ograniczyłam sie do czterech najlepszych. Lalka jaką dziś poznaliście, to Dust of Dolls Appi Cöti. Lub Coti, łatwiej znaleźć w guglu. 
Zachwyciłam się nią jak tylko zobaczyłam rok temu. PO preorderze, OCZYWIŚCIE. Prawie zawsze znajduję lalki PO preorderze...  Nie było możliwość dołączyć... Potem pojawiły się na grupie cudne zdjęcia, ómarłam z zachwytu, a potem na markecie, pojedyncze sztuki - w podwójnych a nawet potrójnych!!! cenach. No ludzie...  Jeszcze potem zniknęły nawet te ozłocone... I tak sobie czekałam, czekałam, oglądałam, w międzyczasie kupiłam inne lalki, sprzedałam, a Coti nadal niet. 
Aż do któregoś dnia latem, kiedy rozkręcił się boom na nową lalkę od DoD, nie powiem, bo miałam w tym udział swój, haha :D a raczej informacja, którą posiadłam ;) I nagle jest, Coti, z mejkiem od Viridian House, czyli tym najnaj dla mnie, z Europy - więc bez cła i vatu, w cenie jaką na dzień tamten byłam w stanie za nią zaakceptować, i nie była to na moje szczęście potrojona ani podwojona cena :) Babeczka zgodziła się nawet na raty, bo miała je dwie - z mejkiem od VH i od Esthy, i tą drugą zostawiała sobie, a tą ślicznotę sprzedawała, bo chciała koniecznie zdążyć zebrać fundusze na nową DoD :) I tak sobie ją zaklepałam, wynegocjowałam nawet mały rabat czyli wysyłkę w cenie. I przyszła...
I tu pojawił się problem.
Miała skrakowany makijaż. Od jednego ucha, przez policzek, podbródek, drugi policzek, aż do drugiego ucha. Taka wielka podkowa, widoczna gołym okiem niestety.
Sprzedająca mnie o tym nie poinformowała...
Wręcz przeciwnie, upewniała mnie, że mejkap perfect! chociaż dopatrzyłam sie tej podkowy na zdjęciach, które podesłała, ledwo ledwo ale jednak było widać, kiedy wiedziałam już, czego szukać, no i przyznała mi w końcu rację... Potem tłumaczenia, że to nie crack, tylko "tak zwany rozpływ mejkapu", rozpękło się przy clearowaniu, na mokro, rozjechało, ciężko mi to wytłumaczyć, bo nie doświadczyłam czegoś takiego na innych lalkach ani sama, ale że miałam już inne lalki z typowo spękanym mejkapem (hello lati...), to mogłam też stwierdzić, że faktycznie spękanie cleara to to nie jest. Takie w sumie niewiadomoco. Niby nie wada i pękać nie będzie, ale no jednak gdybym wiedziała o tym, to bym jej nie kupiła BO zależało mi właśnie na TYM konkretnym mejkapie, Znów long story short - z pomocą tej babeczki załatwiłam nowy stary mejkap u Viridian House, która była tak uprzejma poprawić łebek za friko, pokryłam jedyne koszty wysyłki, poczekałam 6 tygodni na łebek i jest, teraz perfekcyjnie idealnie cudny, bez żadnych skaz i wad, taki jak powinien być i jak chciałam. 
Nawet pasowała na nią jedna, jedyna, sukienka, więc ubrałam żeby nie leżała goła. Dorobiła się sesji, jak widać, też. Miało być więcej zdjęć, ale że nie byłam wtedy sama,tylko z synkiem i było zimno, to nie dałam już rady. Ale chyba nie jest źle i tak :)
Obecnie, jako mój święty graal, leży w szufladzie i wyciągam ją wieczorami na razie, żeby zmacać, poprzytulac i znów schować, bo nie mam miejsca, jeszcze, żeby ją ładnie wyeksponować i nie musieć zamykać w ciemnym więzieniu :)  Oraz czeka na swój czas przy maszynie, bo mimo chęci nie byłam w stanie czasowo jej jeszcze obszyć. Jeszcze. Ale jest w planach na tą zimę. Kooooonieeeeeeccccc.....

Taki długi post, cukierek dla każdego, kto wytrwał do końca :D

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Na bieżąco

Nie wiem od czego właściwie zacząć. Podobno nie zaczyna się od końca, ale chyba nie mam wyjścia, jeśli teraz zacznę, streszczać choćby, co działo się przez te półtora roku, to rzeczy z teraz będę mogła pokazać za jakiś rok XD, więc po prostu zacznę od teraz.

Teraz szyję sobie o tak:





Świeżutkie bluzy z tego tygodnia i weekendu :) 
 Dwa tygodnie temu były (i nadal jeszcze są) o takie:




Dwie moje ślicznotki, minifee Halloween 2017 (pierwsze fotki, mój smutasek kochany) oraz Alicia (ostatni rządek ostatnie zdjęcia, tuż nad tekstem, pocieszna ciapa i życiowy nieogar), oba mejkapy moje, nie są super extra ale robiłam je w sumie rok temu, przydałoby się je zmienić chociaż Alicii i z tej ciapy zrobić coś fajniejszego i mhhhhooooczniejszego :)

Jak widać po zdjęciach moje stadko lalkowe powiększyło się o minifkę, a właściwie to jedno ciałko i kilka łebków XD tak, wiem, powinny być ocielone ale jakoś tak wychodzi zawsze, że zamiast kliknąć kolejne ciałko dla łebków - klikam następną lalkę (btw dlaczego minifkowe ciałka są tak straszliwie drogie???  doliczając do ceny ciałka/lalki przesyłkę, cło i vat, zabiły mnie te opłaty przy Alicii :( to było extra 700 złotych!!!!! do ceny lalki, która tez przecież jest jedną z droższych msd. KURTYNA.), a częściej materiałki, materiałki, koronecki, pierdółecki, oczka mako (cudooooowne <3 ) wigi (lecą!) albo jak ostatnio profesjonalny mejkap dla minifkowego łebka, gdyż trzeci (no wieeeem :D) jest w malowaniu, już na finiszu i powinien wrócić przed świętami; jak tylko zarobię na to, bo płatność po ukończeniu na moje nieszczęście i pokusę, a spłukana jestem, bo ofc kupiłam powyższe materiałki do szycia oraz blajtki oraz parę innych drobiazgów i na koncie mam okrągłe zeeeero XD
Tę część lalkowej rodzinki, której nie znaliście, mamy więc z głowy ;) jeszcze ich trochę zostało, kilka tez było w międzyczasie i wybyło na rzecz innych, taka wymiana, żałuję tych lalek ale niestety na wszystkie mnie po prostu nie stać. Na razie, mam nadzieję ;P
Co będzie następnym razem jeszcze nie wiem, ale na pewno coś fajnego :)

środa, 3 maja 2017

W skrócie










W fotograficznym skrócie, bo nie wyrabiam na czasowych zakrętach znów. Ale żyję, szyję, mam się w miarę dobrze już, bo ostatnimi czasy ktoś bardzo bardzo niemiły wredny i ... rzucił chyba na mnie klątwę, dosłownie, bo przez 2 tygodnie zaliczyłam wszystkie bóle, słabości i choroby, łącznie z bólem szanownej XD  oraz tyle || brakowało a oślepłabym. Na szczęście klątwa się chyba wyczerpuje, co mogę stwierdzić patrząc na ostatnie jej podrygi w postaci opryszczki, oby to naprawdę był koniec, bo zaczyna mi brakować cierpliwości...
No. się pożaliłam, pochwaliłam, to czas spać.

sobota, 11 marca 2017

Księgi magiczne



 Chloe pilnie studiuje swoje magiczne księgi. Marzy jej się kariera zielarko - wiedźmy, tylko bez wielkiego nosa, brodawek, brudnej zadymionej chaty i latania na miotle ;) bardziej nowocześnie, taka wicca nie wiedźma :) odpowiednia suknia też już się szyje, powoli ale do przodu.

Księgi, wspominane w ostatnim poście, dostałyśmy w prezencie od Wielkiej Mamy, dawno, dawno temu :)  sesji się doczekały, ale chwalę się nimi dopiero teraz, z powodu czasobraku.
Nie udało mi się tak do końca pokazać, jak cudnie wyglądają, jak pięknie są wykonane i jak realistyczne. Nie mam ani zdolności fotograficznych ani aparatu, ale tak chociaż z grubsza możecie popodglądać i pozazdrościć mi tych cudeniek :D





Piękna hostessa w świątyni dumania i studiowania...



Prezentacja skalowa - idealnie pasują!!!












I zbliżenia na detale:
Kute rogi! Metalowe zamknięcie! Ringtriquetra!!! Skórka z fakturą oraz len!




Wszystko ręcznie postarzane...




  Cudne, po prostu cudne. Perfekcyjne dla mojej małej wikki :)   Dziękuję Wielka Mamo po stokroć!!! :D
Jak tylko wymodzę odpowiedniejsze stroje, będzie sesja plenerowa. Może i nowoczesne czarodziejki mieszkają w blokach (i na regałach ;)), ale czarowanie na łące czy w lesie daje jednak lepsiejsze efekty :D




Znów mię życie wessało :/  Coż, bywa. Już się nie złoszczę, że każdy dzień jest inny, niż sobie zaplanuję. Już to olewam, że co dzień moje "chcę zrobić to, chcę zrobić tamto" po prostu nie wypala. Bywa. Co nie znaczy, że nie robię planów, robię, tak na wszelki wypadek GDYBY JEDNAK zdarzył się cud i miałabym bodaj pół dnia do przeżycia po swojemu. 
Dziś jest niestety jednak normalny dzień, czyli miałam inne plany, na cały weekend, od rana do północy rozplanowane, a poranek mi sam załatwił resztę dnia. Nikt mnie nawet nie zapytał o zdanie, czy mam ochotę, czy chcę, czy mam czas. No cóż. W związku z tym ja też wybijam się z rytmu, olewam resztę planów moich i nie moich, robię machniom - później/teraz i daję znać na blogasku, że żyję, szyję i  - uwaga - mam więcej lalek niż ostatnio    - taki mały spoiler, żeby jeszcze ktoś kiedyś tu z ciekawości potem zajrzał   Nie wiem, po prostu nie wiem kiedy nadążę się nimi wszystkimi pochwalić :D  i szyciem, i innymi rzeczami!!! Chyba będą posty codzienne, jak u Basi Emigrantki :D 
Do zobaczenia więc wkrótce ;)

  

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Ogłoszenia parafialne

Ciężko się wraca po tak długiej przerwie do pracy i do codzienności poświątecznej. Niby już 3 tygodnie minęły od świąt, a ja w zasadzie dopiero wczoraj zakończyłam czas względnej laby, wizyt, przyjmowania gości i ogólnego tumiwisizmu.
Niby natrzaskałam już porcję bluz chłopięcych, która wylądowała na etsy, niby uszyłam mały zestaw ubranek na Disney Animators dla bratanicy, którego nie zdążyłam obfocić na moich modelkach, niby cały czas coś staram się robić, ale to jest takie hmmm.... trochę oszukane to robienie ;)  Ale czuję się usprawiedliwiona, każdemu należy się coś jeszcze od życia niż tylko praca praca i codzienność, a już zwłaszcza w święta.
Pykam sobie też od jakiegoś czasu w zameczki on line, czyli Zamki Burgundii w wersji komputerowej i internetowej, wersję live poznałam dzięki siostruni podczas ostatniej jej wizyty u mnie i żałuję, że za moich młodych czasów planszówka to był tylko "Chińczyk" i "Eurobiznes", że nie takie super gry były :/   w zasadzie jestem już uzależniona od tego i najchętniej grałabym całymi dniami, ale nic się samo nie zrobi, a poza tym potrzeba do tego partnerów realnych ;)  więc w tak zwanym międzyczasie, czekając na ich ruchy, robię sobie to co zwykle. Oraz w ten weekend zagrałam w dwie inne planszówki, "Zamki Szalonego Ludwika" oraz "Ghost Stories" i żeby nie to, że nie ma ich na sieciuni, to wpadłabym po czubek głowy w granie ;)  i chcę jeszcze i więcej :D
Zaczęłam szycie nowej kolekcji sukienek - setów, jeszcze w zimowym klimacie, chociaż wiosenne materiały czekają już grzecznie ułożone w pudle na marzec ;), ale jakoś nie mam na nie jeszcze weny. Zdjęcia WIPowskie na insta i fb.
Czekam na nowe lalki, tak , tabunami do mnie ostatnio idą, nie wiem jak to się stało ale się stało :) i chyba zaliczą grupową prezentację, bo na arrival każdej nie mam sił. Ostatni nabytek to całkowity spontan i dosłownie minutowa decyzja. I jak to z takimi bywa, wyprała mi konto z dolarów i teraz muszę mocno zadek przysiąść, żeby ją odrobić, bo potrzebuję jednak tej nowej kanapy, też ;) Jedna zaginiona wróciła z wczasów w Turcji, obecnie odpoczywa po wczasach na kanapie i ani myśli palcem ruszyć, sfochana jakaś taka... ;)
Myślę, co dalej. Tak ogólnie. Na rozkminy mi się zebrało przez ten nowy rok, ale jeszcze trochę, wepnę się znów w kierat i nie będzie czasu na takie głupie myślenie, cokolwiek nie wymyślę teraz, to i tak życie po swojemu zmodyfikuje i na nic teraz moje planowanie ani chcenie ani obawianie się.
Lista rzeczy "do zrobienia na teraz i zaraz" się wydłuża, lista rzeczy do zrobienia z zeszłego roku nadal jeszcze jest długa...
Na zakończenie ogłoszeń parafialnych pragnę przypomnieć, że mam fejsa (Belle Magni), że tam też siedzę i czasem nawet wrzucę jakąś focię, nie trzeba mnie lubić ani dodawać do znajomych, można też zaobserwować, co jak widzę jest dość popularne :), że mam też instagrama (bellemagnidolls) i tam też czasem wrzucę jakąś focię na bieżąco z szycia i życia.
W najbliższym poście bardzo się postaram pokazać przecudne prezenty, jakie dostałam od Wielkiej Mamy oraz wymiankę z Ayą Aidą ;)  bo baty na gołą szanowną powinnam dostać za obsuwę. Ale też trochę czekałam, aż Chloe ciagle bezimienna wróci z mejkapu nowego, booo część prezentów jest dla niej :) i tu napisałam najpierw, że musi się dorobić nowego ałfitu, ale tak pomyślałam, że to bessęsu ;)  bo musiałabym czekać z postem prezentowym kolejny rok :D  więc będzie w starej i jedynej kiecce, za to z nowym mejkapem, który przyćmi stare ciuchy na tyle, że nikt ich nie zauważy :P  Prezenty więc mają szansę niedługo się pokazać :)

Trzymajcie kciuki za szczęśliwe przybycie nowych lalek i tymczasem i do później :)

sobota, 24 grudnia 2016

Merry Christmas

to all of our friends from all over the world :) from me and Sherry, who represents my all my plastic and resin dollies :) 



When that day, full of hard work at kitchen, and that cheerful and happy evening, is turning into a holy and silent night, we two can finally sit down and bring back our memories from the very first Christmas, spend together, two years ago, and all good things happened since that... A very special moments for me, whole that dolly time is special and connected with my private life and happiness :) and so do are my dolls to me.
I cannot believe it's TWO years passed by! And I still love that little piece of plastic, these huge eyes and sweet smile. It's unbelievable that I still love my doll and love her much more than before, and so all of my dolls. I live in a dolly communnity, every day I meet wonderful people, chitchat with them, and cannot imagine myself a day without checking what's going on there, how are my friends and their dolls.
I owe my dolls that great time, spend with them, spend with people from all of the world, that possibility to change something in me, to learn many things, to be brave enough to play with dolls as an adult :) and to have the strenght to go my own path, with my own rules, no matter what other say really, and just BE HAPPY.

BE HAPPY. 

This is all I want to wish you today for a whole upcoming year and life. Just be happy. All the rest will come itself :) 




P.S.  And don't eat too much ;)