No i przecież to się nie mogło udać.
Tym razem zepsuła się karta, a właściwie nie wiem co, aparat jej tam, wtedy, nie chciał czytać. W domu wszystko działało i działa bezproblemowo :( Zrobiłam aparatem aż 4 zdjęcia, z których to pierwsze pod spodem jest najlepsze jakościowo. Oraz jakością samo w sobie nie powala. Jednakowoż ma w sobie coś, co mi się podoba mimo technicznych niedoróbek :)
Następne już telefonowe, jednak na coś się przydał, bo inaczej miałabym zepsuty humor na cały dzień. Obiecałam sobie, że powtórzę je po nowym roku, jeśli śnieg nie spadnie, bo wtedy będzie już całkiem inna sesja i sceneria :) ale mimo potatojakości podobają mi się na tyle, żeby je pokazać z małym ;) wstydem (ach ta jakość :( chociaż niektóre wyszły zadziwiająco ostro i ładnie)
Koniec tłumaczeń. Czas na Armin. Najwyższy czas.
I zdjęcie roku <3
Cieszę się, że zdążyłam z tą sesją jeszcze w tym roku. To piękna lalka, cieszę się nią za każdym razem, kiedy na nią patrzę, mimo że jest tak zaniedbana w kwestii zdjęć i ubrań. Ta sesja to pierwsza próba nadrobienia zaległości i już wiem, że szycie dla niej muszę, po prostu MUSZĘ, wpisać w kalendarz roboczy, projektów mam tak wiele i w głowie i już na papierze, że chyba czas najwyższy zrobić z nich użytek, a raczej uszytek. Oraz zdecydowanie więcej plenerów, w okolicy jest kilka miejsc, które koniecznie chcę odwiedzić z nią i aparatem. Oraz zdecydowanie więcej czasu na to wszystko ;)
Jak na pierwszą sesję, oraz moje znane już NIEzdolności fotograficzne, wyszło chyba na co najmniej 3+? :)







