Zacznę od końca.
A Koniec jest bliski!
Albowiem nawet najdłuższa żmija przemija, co dobre szybko się kończy ale co złe też kiedyś skończyć się musi.
Nie wiem tylko, czy prędzej skończy się remont, czy ja ;)
ALE
Koniec już niedługi, tak to sobie przynajmniej tłumaczę, oraz w zasadzie teraz nastąpi ta przyjemniejsza część generalnych totalnych remontów do zera i od zera. Urządzanie! No ok, jeszcze trzeba pomalować i położyć podłogi no ale co to jest, góra dwa tygodnie roboty (własnej, po godzinach) ;) i już można szaleć w meblowych i okołodomowych sklepach!
Głowa mi pęka z niewyspania, z przesiadywania nocami na pintereście i szukania cobytucobytu. Ofc zdaję sobie sprawę, że zdjęcia hamerykańskich posiadłości Carringtonów, urządzanych przez projektantów, a przynajmniej ludzi tkniętych palcem bożym w tym temacie, za dolary, dużo dolarów, nijak się będą mieć do prób odtworzenia ich na moich 50 metrach w sumie!, ale nie mogę się oprzeć :) pomijam już kwestię dolarów, bo u mnie raczej diy a nie dolary będą ;)
Jeśli cokolwiek uda mi się uwiecznić ku pamięci, pewnie się pojawi i tu w osobnej zakładce, żeby nie mieszać treści tym, co wchodzą tu w konkretnym, lalkowym celu :)
Tyle wieści z frontu remontowego.
Co u lalek?
Również remonty, fejsowe :) i również koniec bliski, trochę ich było do pomalowania, tych fejsów, w sumie, Liluś się zlitowała i nie odesłała mi ich, chociaż po otworzeniu pudła dostała regularnego zawału :D ale już niedługo, jeszcze trochę i wrócą do mnie i swoich ciałek :)
Ubranka się dla nich szyją, oswajam się ciągle z rozmiarami, wszystko idzie tak strasznie powoli przez ten remont i życia na dwa a nawet trzy domy wręcz, że aż mam czasem dość. Ale dobrze, że są, bo utrzymują mnie w jako takiej równowadze psychicznej, co spojrzę na półkę to mi się ryjek śmieje, i do Summer, i do pulisiów, i do nowych :) i od razu mam lepszy humor, mały reset myślowy, bo nie umiem patrzeć na lalki i nie pomyśleć o nowych strojach, o nowych materiałach, które gdzieś tam poupychałam, i co by z nich można... :) tylko czasu nic a nic.
A jak już coś tam znalazłam, to uszyłam takie o, ogrodniczki, i tylko problem mam z kolorem guzików - ceglastoczerwone czy po prostu czerwone? ;) na żywo różnica jest większa. Jeden z ciuszków dla "nowych"
I radocha na Dzień Dziecka - wielka paka mini guziczków :D
Ciągle mi chodzi po głowie przechrzczenie Summer na Bonnie. No strasznie mnie to męczy, nie umiem sama decyzji podjąć... :)
I początek na końcu - oficjalnie otwieram dziś sezon jagodowy! Nareszcie!
Wytrwałym w zaglądaniu i czytaniu życzę spokojnego tygodnia i do następnego postu, mam nadzieję całkiem niedługo :)
niedziela, 12 czerwca 2016
poniedziałek, 16 maja 2016
Szybki apdejt
Lalki dotarły wszystkie, na szczęście bez ekstra opłat i przebojów. Wszystkie cudne i zakochana jestem w nich i nie żałuję żadnego zakupu :) Jak wszystko się uda załatwić, to pojadą w tym tyg na malowanko, przedstawią się po powrocie :)
A ja? Ja zaczynam mały remont w naszym (!) mieszkaniu :) i wracam najwcześniej za tydzień :)
Dziękuję za wszystkie kciuki :)))
niedziela, 8 maja 2016
Ogrodniczkowy szał
Moja nowa miłość szyciowa - ogrodniczki na pullip i blythe *.* sukienek nie porzucam, nienienie, ale te maleństwa są tak słodkie, i tak przyjemne w szyciu, że naprodukowałam ich milionpińcet, a na pewno z dziesięć albo piętnaście ;) nie wszystkie się załapały na fotki, niektóre są jeszcze mocno rozgrzebane :) a sporo tylko przygotowanych do szycia, a ile jeszcze w głowie produkuję to łohoho...
ale do pokazania jeszcze coś tam sobie zostawiłam ;)
Wszystko wymaga prania, bystre oko dostrzeże ślady po mazakach spieralnych - ciuszkom jeszcze brakuje detali (lub trochę więcej) a do prania idą gotowe już z wszystkim przyszytym :) ale nie wiem kiedy, czym i czy w ogóle będę miała możliwość pokazania ich na blogu zanim się sprzedadzą, tak razem, a i tak zaległości mam całą furę już.
Sukienki w groszki, materiał ani to buraczkowy, ani to brąz, ani bordo, ale jak by się nie nazywał jest do zakochania. Również brakuje detali typu guziczki koraliczki kukartki...
Walczyłam o te zdjęcia jak lwica całe dwa dni, albo się nie chciały zrobić, albo się robiły ale nie zapisywały, albo w końcu zapisywały żeby potem zniknąć ot tak. Te to świeżynki wieczorne, robione godzinę temu, więc jest ciemno i z lampką biurkową :/ Nie mam chwilowo czasu nawet na rozgryzienie, czy to wina telefonu czy samej karty, na której się zapisują fotki. Ani sił, ani najbardziej chyba ochoty.
Przede mną, a raczej przed nami, ciężki tydzień, głównie życiowe, epokowe wręcz zmiany, a za nami równie ciężki. Trzymajcie kciuki, zwłaszcza w środę od rana. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to być może pojawi się wkrótce nowa zakładka na blogu, o remontach i urządzaniu szyciowego i lalkowego kąta :)
I nadal czekam na lalkę/lalki :D - z dobrych wieści - lecą już wszystkie :D
Wszystkim zaglądającym, a sporo Was - dziękuję :) i do następnego posta :*
ale do pokazania jeszcze coś tam sobie zostawiłam ;)
Wszystko wymaga prania, bystre oko dostrzeże ślady po mazakach spieralnych - ciuszkom jeszcze brakuje detali (lub trochę więcej) a do prania idą gotowe już z wszystkim przyszytym :) ale nie wiem kiedy, czym i czy w ogóle będę miała możliwość pokazania ich na blogu zanim się sprzedadzą, tak razem, a i tak zaległości mam całą furę już.
Sukienki w groszki, materiał ani to buraczkowy, ani to brąz, ani bordo, ale jak by się nie nazywał jest do zakochania. Również brakuje detali typu guziczki koraliczki kukartki...
Walczyłam o te zdjęcia jak lwica całe dwa dni, albo się nie chciały zrobić, albo się robiły ale nie zapisywały, albo w końcu zapisywały żeby potem zniknąć ot tak. Te to świeżynki wieczorne, robione godzinę temu, więc jest ciemno i z lampką biurkową :/ Nie mam chwilowo czasu nawet na rozgryzienie, czy to wina telefonu czy samej karty, na której się zapisują fotki. Ani sił, ani najbardziej chyba ochoty.
Przede mną, a raczej przed nami, ciężki tydzień, głównie życiowe, epokowe wręcz zmiany, a za nami równie ciężki. Trzymajcie kciuki, zwłaszcza w środę od rana. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to być może pojawi się wkrótce nowa zakładka na blogu, o remontach i urządzaniu szyciowego i lalkowego kąta :)
I nadal czekam na lalkę/lalki :D - z dobrych wieści - lecą już wszystkie :D
Wszystkim zaglądającym, a sporo Was - dziękuję :) i do następnego posta :*
poniedziałek, 2 maja 2016
Summer - blajtusia spod piłeczki :)
Okazja okazją, ale nieszczęście też mnie nie ominęło. Zepsuł mi się aparat w telefonie :( Ostatni działający w domu, i nie wspomnę, że przez ten aparat w ogóle kupiłam telefon do smyrania a nie pstrykania guzikami. I co? i guzik z pętelką. Pół roku i zdechł był. Jest na gwarancji, ale zostanę bez telefonu, bez kontaktu z resztą świata, a akurat teraz ten kontakt jest potrzebny. Coś muszę wymyślić.
Wracając do tematu lalek (a jakże ;)) - przedstawię Wam dziś oficjalnie moją blajtusię :) Dziewczę wdzięczne, śliczne, a jeszcze nie pokazywane. Czuję się winna lekko, zwłaszcza, że już tych nowych wyglądam, a o niej nadal cicho.
Posiadanie jej miałam wpisane w celach na ten rok, to było tak pół na pół, bo co prawda blajtki były już u Lili na kastomie piłeczką i dłutkiem ;) ale nie wiedziałam, czy i którą będę mogła zatrzymać, dopóki Lila nie przesłała mi zdjęć jej, już prawie zrobionej, i nie powiedziała, że ta konkretna jest dla mnie. Nic jej nie mówiłam ani jaka ma być, ani o kolorze włosów czy oczu, nie wspominałam nic a nic o żadnych szczegółach ani ogółach. Taki suprajs totalny :) Jedyne co - usta, że takie bardziej pełne, dziubkowate, ale to tyle.
Zobaczyłam i się zakochałam. Jest dokładnie taka, jak miała być, spełnienie moich oczekiwań względem blajtki idealnej, mój ideał :) I to naprawdę jakoś tak jest, że jedne lalki są nie dla nas, inne są na jakiś czas, a jeszcze inne na stałe. Już jak Rudasek Em przybyła, byłam zakochana w blajtkach i w niej, ale moja osobista blajtusia bije wszystkie inne na głowę. Wg mnie oczywiście ;) I jest tą lalką na stałe.
Mili Państwo - oto Summer
Prawda, że jest cudna? *.*
I czym mam jej teraz zdjęcia robić :(
Muszę kupić nowy aparat, tak czy siak zdjęcia robione telefonem to nie jest szczyt moich ambicji, a skoro ten się już raz zepsuł, to nie spodziewam się, że po naprawie będzie długo służył.
Zaczynam więc poszukiwania dobrego, w miarę rozsądnego cenowo, normalnego aparatu, który nie zabije mnie prądożernością ;) ktoś coś podpowie???
Wszystkim zaglądającym dziękuję i do następnego posta :)
Wracając do tematu lalek (a jakże ;)) - przedstawię Wam dziś oficjalnie moją blajtusię :) Dziewczę wdzięczne, śliczne, a jeszcze nie pokazywane. Czuję się winna lekko, zwłaszcza, że już tych nowych wyglądam, a o niej nadal cicho.
Posiadanie jej miałam wpisane w celach na ten rok, to było tak pół na pół, bo co prawda blajtki były już u Lili na kastomie piłeczką i dłutkiem ;) ale nie wiedziałam, czy i którą będę mogła zatrzymać, dopóki Lila nie przesłała mi zdjęć jej, już prawie zrobionej, i nie powiedziała, że ta konkretna jest dla mnie. Nic jej nie mówiłam ani jaka ma być, ani o kolorze włosów czy oczu, nie wspominałam nic a nic o żadnych szczegółach ani ogółach. Taki suprajs totalny :) Jedyne co - usta, że takie bardziej pełne, dziubkowate, ale to tyle.
Zobaczyłam i się zakochałam. Jest dokładnie taka, jak miała być, spełnienie moich oczekiwań względem blajtki idealnej, mój ideał :) I to naprawdę jakoś tak jest, że jedne lalki są nie dla nas, inne są na jakiś czas, a jeszcze inne na stałe. Już jak Rudasek Em przybyła, byłam zakochana w blajtkach i w niej, ale moja osobista blajtusia bije wszystkie inne na głowę. Wg mnie oczywiście ;) I jest tą lalką na stałe.
Mili Państwo - oto Summer
Prawda, że jest cudna? *.*
I czym mam jej teraz zdjęcia robić :(
Muszę kupić nowy aparat, tak czy siak zdjęcia robione telefonem to nie jest szczyt moich ambicji, a skoro ten się już raz zepsuł, to nie spodziewam się, że po naprawie będzie długo służył.
Zaczynam więc poszukiwania dobrego, w miarę rozsądnego cenowo, normalnego aparatu, który nie zabije mnie prądożernością ;) ktoś coś podpowie???
Wszystkim zaglądającym dziękuję i do następnego posta :)
piątek, 29 kwietnia 2016
Okazja, pani, okazja...
Wygląda na to, że wszystko w życiu chodzi stadami. Szczęścia, nieszczęścia, wydatki, okazje oraz... zakupy ;)
Jeszcze się nie nacieszyłam jednym, zrobionym tydzień temu, na przybycie którego czekam, a tu wczoraj, w godzinę, zdecydowałam się na kolejny, bo to była okazja nie do przepuszczenia :) I nie będę palcem pokazywać PRZEZ KOGO ;) kto mi wypatrzył aukcję na ebaju i rozwalił system :D
Cieszę się podwójnie albo i potrójnie, bo wszystkie lalki są z mojej wishlisty. Obym się tylko nie rozczarowała po ich przybyciu. Ale inaczej się nie przekonam, czy to TA lalka, jak tylko zmacawszy ją osobiście i przez czas dłuższy niż minuta. Mam nadzieję, że tym przedwczesnym chwaleniem się nie zepsułam znów wszystkiego i że przyjdzie, albo raczej przyjdą, całe i bez niespodzianek, ale no tak się cieszę, że nie mogłam trzymać gęby na kłódkę :)
Tym sposobem moja lalkowa wishlista skróciła się bardzo mocno, trzy pozycje to ogrom jak dla mnie. Zostały jeszcze trzy i to z dalszych miejsc!!! ale to może na przyszły rok... ;)
Jeszcze się nie nacieszyłam jednym, zrobionym tydzień temu, na przybycie którego czekam, a tu wczoraj, w godzinę, zdecydowałam się na kolejny, bo to była okazja nie do przepuszczenia :) I nie będę palcem pokazywać PRZEZ KOGO ;) kto mi wypatrzył aukcję na ebaju i rozwalił system :D
Cieszę się podwójnie albo i potrójnie, bo wszystkie lalki są z mojej wishlisty. Obym się tylko nie rozczarowała po ich przybyciu. Ale inaczej się nie przekonam, czy to TA lalka, jak tylko zmacawszy ją osobiście i przez czas dłuższy niż minuta. Mam nadzieję, że tym przedwczesnym chwaleniem się nie zepsułam znów wszystkiego i że przyjdzie, albo raczej przyjdą, całe i bez niespodzianek, ale no tak się cieszę, że nie mogłam trzymać gęby na kłódkę :)
Tym sposobem moja lalkowa wishlista skróciła się bardzo mocno, trzy pozycje to ogrom jak dla mnie. Zostały jeszcze trzy i to z dalszych miejsc!!! ale to może na przyszły rok... ;)
niedziela, 24 kwietnia 2016
niedziela, 17 kwietnia 2016
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















