środa, 5 października 2016

Siostry

Wakacje minęły, czas się wziąć do roboty i wrócić do normalnego prawie życia. Nie żebym miała JAKIIEKOLWIEK wakacje, ale od pisania przerwę przymusową jakoś sobie zrobiłam. Ogarnęłam nieco życie i nowe mieszkanie i powoli wracam do szycia i lalek.
Te dwa cuda dostałam dawno temu do wykończenia, ale że wiadomo jak było, to czekały lepszych czasów i ciuchów. Doczekały się wreszcie ;)  Zrobiłam im sesję, przed puszczeniem w świat :)
Dużo zdjęć, ale nie potrafię wybrać dwóch czy trzech.

Lalki zrobiła i zmalowała Lili, ałfity dzyndzołki i wisiorki moja rzecz :)

Mili Państwo oto Sweetheart i Honey.























 Macie faworytkę?  bo ja nie potrafię wybrać, i chociaż nie mogę, to najchętniej zostawiłabym sobie obie  *.*  



Jak widać dzieje się u mnie nadal, a może znów :)  nazbierało mi się zaległości mimo wszystko, ale że już nareszcie jest normalnie, to będzie mnie więcej :)  Post szyciowy, czyli co na tapecie już niebawem, a jeśli ktoś jest ciekaw, co też uszyłam przez te pół roku, jak mnie nie było, to też jakieś focie mam, też będzie post zbiorczy, bo trochę tego jest.
Oraz Bonnie ma od dziś nową fryzurę i jest jej ślicznie *.* wyczesałam ją jak tylko młode padło poszło spać, dawno się nią nie bawiłam ot tak, ale że ciemno oraz posta przejęły siostrzyczki, to słit focia następnym razem, oraz ma nowe jesienne sukienusie i też jest jej ślicznie :D Sherry i Asuka też mają, tzn przejściowo ale ojtam, dla mnie wszystkie są najpierw ich :)
Uciekam, nie dlatego, że jest  1:30 ;)  ale jeszcze trochę pracy przede mną, a dzień zaczyna się jak zawsze o 6.30 :) 
Do niedługo :)

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Tosia

Tadaaaaam :) Nie muszę jej chyba nikomu przedstawiać, Polska Antośkami stoi ;)  a że to choroba zaraźliwa, więc i mnie nie ominęła. W zasadzie to najpierw napisałam, że jest bezimienna, ale podczas pisania reszty posta pomyślałam, że przecież mówię i myślę o niej "Tosia". Podoba mi się to imię, powiedzmy więc, że na razie tak zostaje :) To pierwsza z moich nowych dziewczynek :)



Uwielbiam zdjęcia z lasu, jest zawsze idealny jeśli chodzi o tło do zdjęć oraz o postronnych przeszkadzaczy, których po prostu nie ma ;) więc wyciągnęłam wczoraj po obiedzie moich chłopaków, wreszcie razem, na dłuższy spacer i zapowiedziałam, że dziś to ja się bawię a oni przy okazji też mogą :) 
Zabrałam dwie panny, Bonnie oczywiście musiała iść, a że Tośce już dawno wiga zrobiłam, oraz jakiś przyodziew też ma mojej produkcji, to się załapała :) Mejkap Tosi by Lili oczywiście - Liluś będziesz malować wszystkie moje lalki wiesz? :D
Nie zdążyłam zmienić jej tylko oczek, ale chyba zaraz się za to wezmę. Mam nowe, inne niż ten ciemny brąz i jeśli Panicz pozwoli po południu cykniemy nowe fotki z nowymi oczkami :D
Bilans spaceru - mam fajne zdjęcia (jak na mnie ;) ) oraz pogryzły mnie mrówki leśne, tak, wlazłam im w mrowisko niechcący, miały prawo :(   fuuuuj....

Dość gadania, czas na zdjęcia. Małą tylko selekcję zrobiłam, ciężko się zdecydować na jedno ujęcie, skoro Tosik wygląda fajnie na każdym, a ja się zachwycam nią BARDZO :) 
Się pozachwycajcie ze mną :D











I co powiecie o moim nowym słodziaczku?  Bo ja jestem zakochana, Tosia to moja druga ulubienica :)   Żeby tak już się ten remont skończył, żebym mogła więcej szyć i więcej lalkować :( 

Na zakończenie posta jedno zdjęcie gwiazdy, przecież nie może jej zabraknąć, stroiła się prawie godzinę i taaaaaakie straszne dylematy miała - bluzeczka w żółte paseczki czy czerwone? A może ta w różyczki? A może ta w kropeczki? A może ogrodniczki zamiast spódniczki?  Oj nie wieeeeeeemmmmm.... ;)




Wszystkim zaglądającym dziękuję, życzę pięknego tygodnia i uciekam Toście oczka zmienić, zostało mi aż pół godziny ale co tam, może zdążę zanim Panicz wstanie, a jak nie to będzie miała zdjęcia z zezem ;) 
Czeka mnie również rozstanie z jedną z lalek, ale to może następnym razem, już postanowione na 100 %  ale nadal tak dziwnie mi z tą myślą...

W każdym razie pozdrawiam wszystkich i do następnego razu :)

środa, 6 lipca 2016

Fotorelacja z szycia

W fotograficznym skrócie:

 Bonnie w nowej, raglanowej, ślicznej kiecuni (ofc mojej ;))  Uważny oglądacz dojrzy w szafirowych oczkach czterolistne koniczynki  *.*   


 Znowuż Bonnie w nowej bluzce, poprawiłam którejś nocy wykrój, jest teraz bardziej dopasowana i ogólnie lepiej wygląda 

 

Niedzielne sukienki, ostatnio to jedyny dzień dla mnie, w którym mogę cokolwiek uszyć
 

Sukienki sprzed tygodniowej niedzieli :)



Oraz nowe bluzeczki


Więcej bluzeczek...



I jeszcze jedna sukienka w kwiatki i pierwsza próbna raglanowa


 WIP niedzielny




Maleńka część nowych i starych materiałów, z szycia nici ale zakupowo poszalałam :)  chociaż tak odbijam bóla lalkowego :)



Od dwóch tygodni przerabiam wirusówki u dziecia, kompletnie nie mam sił ani czasu na lalki, cokolwiek robię - robię nocami pilnując małego, plus szyciowe niedziele, czyli jakieś 2 - 3 godziny w sumie :(  Do tego chyba wreszcie kończący się remont (jjeeeeeeeeeeeeeeeee!!!!!!!!!!!! malowanie na końcówce, podłogi niedługo!!! a potem przeprowadzka!!! :)), proszę więc o cierpliwość wszystkich, którym obiecałam szycie :)  Jak odzyskam czas i siły - wszystko zrobię :) Wielka Mamo - nie jesteś sama :D
Uciekam do wieczornych obowiązków, a następnym razem mam nadzieję już pokazać jakieś zdjęcia nowych dziewczynek, bo są obszyte i z wigami - sama robiłam i ciekawa jestem Waszych opinii :) 
Tymczasem :)

niedziela, 12 czerwca 2016

Sezon jagodowy

Zacznę od końca. 

A Koniec jest bliski!

Albowiem nawet najdłuższa żmija przemija, co dobre szybko się kończy ale co złe też kiedyś skończyć się musi.

Nie wiem tylko, czy prędzej skończy się remont, czy ja ;)

ALE

Koniec już niedługi, tak to sobie przynajmniej tłumaczę, oraz w zasadzie teraz nastąpi ta przyjemniejsza część generalnych totalnych remontów do zera i od zera. Urządzanie!  No ok, jeszcze trzeba pomalować i położyć podłogi no ale co to jest, góra dwa tygodnie roboty (własnej, po godzinach) ;) i już można szaleć w meblowych i okołodomowych sklepach!
Głowa mi pęka z niewyspania, z przesiadywania nocami na pintereście i szukania cobytucobytu. Ofc zdaję sobie sprawę, że zdjęcia hamerykańskich posiadłości Carringtonów, urządzanych przez projektantów, a przynajmniej ludzi tkniętych palcem bożym w tym temacie, za dolary, dużo dolarów, nijak się będą mieć do prób odtworzenia ich na moich 50 metrach w sumie!, ale nie mogę się oprzeć :) pomijam już kwestię dolarów, bo u mnie raczej diy a nie dolary będą ;)
Jeśli cokolwiek uda mi się uwiecznić ku pamięci, pewnie się pojawi i tu w osobnej zakładce, żeby nie mieszać treści tym, co wchodzą tu w konkretnym, lalkowym celu :)

Tyle wieści z frontu remontowego.

Co u lalek? 

Również remonty, fejsowe :)  i również koniec bliski, trochę ich było do pomalowania, tych fejsów, w sumie, Liluś się zlitowała i nie odesłała mi ich, chociaż po otworzeniu pudła dostała regularnego zawału :D  ale już niedługo, jeszcze trochę i wrócą do mnie i swoich ciałek :) 
Ubranka się dla nich szyją, oswajam się ciągle z rozmiarami, wszystko idzie tak strasznie powoli przez ten remont i życia na dwa a nawet trzy domy wręcz, że aż mam czasem dość. Ale dobrze, że są, bo utrzymują mnie w jako takiej równowadze psychicznej, co spojrzę na półkę to mi się ryjek śmieje, i do Summer, i do pulisiów, i do nowych :) i od razu mam lepszy humor, mały reset myślowy, bo nie umiem patrzeć na lalki i nie pomyśleć o nowych strojach, o nowych materiałach, które gdzieś tam poupychałam, i co by z nich można... :) tylko czasu nic a nic.
A jak już coś tam znalazłam, to uszyłam takie o, ogrodniczki, i tylko problem mam z kolorem guzików - ceglastoczerwone czy po prostu czerwone? ;)  na żywo różnica jest większa. Jeden z ciuszków dla "nowych"



I radocha na Dzień Dziecka - wielka paka mini guziczków :D



Ciągle mi chodzi po głowie przechrzczenie Summer na Bonnie. No strasznie mnie to męczy, nie umiem sama decyzji podjąć... :)


I początek na końcu - oficjalnie otwieram dziś sezon jagodowy!  Nareszcie!



Wytrwałym w zaglądaniu i czytaniu życzę spokojnego tygodnia i do następnego postu, mam nadzieję całkiem niedługo :)

poniedziałek, 16 maja 2016

Szybki apdejt


Lalki dotarły wszystkie, na szczęście bez ekstra opłat i przebojów. Wszystkie cudne i zakochana jestem w nich i nie żałuję żadnego zakupu :)  Jak wszystko się uda załatwić, to pojadą w tym tyg na malowanko, przedstawią się po powrocie :)

A ja?  Ja zaczynam mały remont w naszym (!) mieszkaniu :) i wracam najwcześniej za tydzień :) 

Dziękuję za wszystkie kciuki :)))

niedziela, 8 maja 2016

Ogrodniczkowy szał

 Moja nowa miłość szyciowa - ogrodniczki na pullip i blythe  *.*    sukienek nie porzucam, nienienie, ale te maleństwa są tak słodkie, i tak przyjemne w szyciu, że naprodukowałam ich milionpińcet, a na pewno z dziesięć albo piętnaście ;) nie wszystkie się załapały na fotki, niektóre są jeszcze mocno rozgrzebane :) a sporo tylko przygotowanych do szycia, a ile jeszcze w głowie produkuję to łohoho...
ale do pokazania jeszcze coś tam sobie zostawiłam ;)

Wszystko wymaga prania, bystre oko dostrzeże ślady po mazakach spieralnych - ciuszkom jeszcze brakuje detali (lub trochę więcej) a do prania idą gotowe już z wszystkim przyszytym :)  ale nie wiem kiedy, czym i czy w ogóle będę miała możliwość pokazania ich na blogu zanim się sprzedadzą, tak razem, a i tak zaległości mam całą furę już.







Sukienki w groszki,  materiał ani to buraczkowy, ani to brąz, ani bordo, ale jak by się nie nazywał jest do zakochania. Również brakuje detali typu guziczki koraliczki kukartki...



Walczyłam o te zdjęcia jak lwica całe dwa dni, albo się nie chciały zrobić, albo się robiły ale nie zapisywały, albo w końcu zapisywały żeby potem zniknąć ot tak. Te to świeżynki wieczorne, robione godzinę temu, więc jest ciemno i z lampką biurkową :/   Nie mam chwilowo czasu nawet na rozgryzienie, czy to wina telefonu czy samej karty, na której się zapisują fotki. Ani sił, ani najbardziej chyba ochoty.

Przede mną, a raczej przed nami, ciężki tydzień, głównie życiowe, epokowe wręcz zmiany, a za nami równie ciężki. Trzymajcie kciuki, zwłaszcza w środę od rana. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to być może pojawi się wkrótce nowa zakładka na blogu, o remontach i urządzaniu szyciowego i lalkowego kąta :) 

I nadal czekam na lalkę/lalki :D  - z dobrych wieści - lecą już wszystkie :D

Wszystkim zaglądającym, a sporo Was - dziękuję :)  i do następnego posta :*



poniedziałek, 2 maja 2016

Summer - blajtusia spod piłeczki :)

Okazja okazją, ale nieszczęście też mnie nie ominęło. Zepsuł mi się aparat w telefonie :(   Ostatni działający w domu, i nie wspomnę, że przez ten aparat w ogóle kupiłam telefon do smyrania a nie pstrykania guzikami. I co? i  guzik z pętelką. Pół roku i zdechł był. Jest na gwarancji, ale zostanę bez telefonu, bez kontaktu z resztą świata, a akurat teraz ten kontakt jest potrzebny. Coś muszę wymyślić.


Wracając do tematu lalek (a jakże ;)) - przedstawię Wam dziś oficjalnie moją blajtusię :) Dziewczę wdzięczne, śliczne, a jeszcze nie pokazywane. Czuję się winna lekko, zwłaszcza, że już tych nowych wyglądam, a o niej nadal cicho.

Posiadanie jej miałam wpisane w celach na ten rok, to było tak pół na pół, bo co prawda blajtki były już u Lili na kastomie piłeczką i dłutkiem ;) ale nie wiedziałam, czy i którą będę mogła zatrzymać, dopóki Lila nie przesłała mi zdjęć jej, już prawie zrobionej, i nie powiedziała, że ta konkretna jest dla mnie. Nic jej nie mówiłam ani jaka ma być, ani o kolorze włosów czy oczu, nie wspominałam nic a nic o żadnych szczegółach ani ogółach. Taki suprajs totalny :) Jedyne co - usta, że takie bardziej pełne, dziubkowate, ale to tyle.
Zobaczyłam i się zakochałam. Jest dokładnie taka, jak miała być, spełnienie moich oczekiwań względem blajtki idealnej, mój ideał :)  I to naprawdę jakoś tak jest, że jedne lalki są nie dla nas, inne są na jakiś czas, a jeszcze inne na stałe.  Już jak Rudasek Em przybyła, byłam zakochana w blajtkach i w niej, ale moja osobista blajtusia bije wszystkie inne na głowę. Wg mnie oczywiście ;)   I jest tą lalką na stałe.

Mili Państwo - oto Summer












 Prawda, że jest cudna?  *.*  

I czym mam jej teraz zdjęcia robić :( 

Muszę kupić nowy aparat, tak czy siak zdjęcia robione telefonem to nie jest szczyt moich ambicji, a skoro ten się już raz zepsuł, to nie spodziewam się, że po naprawie będzie długo służył.
Zaczynam więc poszukiwania dobrego, w miarę rozsądnego cenowo, normalnego aparatu, który nie zabije mnie prądożernością ;)   ktoś coś podpowie???

Wszystkim zaglądającym dziękuję i do następnego posta :)